Skończony marsz

Marsz Niepodległości był wydarzeniem legendarnym. Śmiało trzeba stwierdzić – zaistnienie pokolenia aktywistów urodzonych w latach 90 jest owocem tego, że ktoś kiedyś zorganizował pierwszy taki marsz i ma on historię corocznej walki o przejście – najpierw próbowali blokować lewacy, potem lewacy i policja, a ostatecznie cały aparat państwowy włączył się w prześladowanie organizatorów i uczestników. Niestety ta historia nie zaprowadziła nas do istotnych przemian społecznych, tylko do swego rodzaju kompromisu polegającego na tym, że zrobiono z tego nie-ideologiczne święto wszystkich Polaków o zabarwieniu patriotycznym. Podczas kiedy radykalni nacjonaliści, kibice i wiele anonimowych osób niezgadzających się na tandetne państwo i gnuśny naród walczyło o tę inicjatywę, znalazła się grupa cwaniaków, która postanowiła zarobić i wybić się na tym wydarzeniu. Po raz kolejny sprawdziła się zasada, iż nie należy bać się wrogów, tylko przyjaciół. Pierwsze MN odbudowały struktury organizacyjne narodowców, ale co ważniejsze dotarły do młodych Polaków z żywą ideą. W setkach miejscowości na nowo odrodził się aktywizm, który miał przed sobą wielkie horyzonty. Te horyzonty szybko zostały zdeptane przez politykierstwo (wizję wejścia do polityki z partią o nazwie Ruch Narodowy).

Kiedy ma się kilkanaście lat, w głowie istnieje przekonanie o możliwości zbawienia wszystkich. Młodość to czas idealizmu, nie ma w tym nic złego, o ile jest ktoś starszy kto potrafi uczyć świata i jego mechanizmów. Wśród nacjonalistów nie było takich ludzi, wszyscy mieliśmy po kilkanaście lat, a ludzie zajmujący najwyższe stanowiska w organizacjach narodowych, w najlepszych przypadkach byli dwudziestoparolatkami. Starsi, powyżej 30 lat, to przeważnie byli albo jacyś skini nie zainteresowani budowaniem czegokolwiek albo zwykłe pajace (w środowisku popularnie zwani „szurami”), którzy do dzisiaj na niektórych polach kompromitują piękną ideę nacjonalizmu. Dlaczego mówię o wieku i doświadczeniu życiowym? Łatwo dało się nas rozgrywać, zresztą do dzisiaj tak jest, o czym świadczy masa podziałów i brak swego rodzaju ujednolicenia ideowego. Czy dało się tego uniknąć? Dało się, ale zabrakło uporu i świadomości, trzeba wyciągnąć więc lekcję z kilku lat wstecz. Pierwszy krok to podsumowanie, drugi rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Tylko czy mamy odwagę by stwierdzić, że przegraliśmy?Nowy obrazW pewnym znaczeniu zostało to potwierdzone. Nie da się zaprzeczyć o istnieniu nowej fali w nacjonalizmie – nacjonalizm szturmowy czy kładący nacisk na sprawy bytowe to próba zaczęcia wszystkiego od nowa. Jednak nie przyniesie ona oczekiwanych skutków, jeśli nie zaczniemy od myśli i filozofii. Polacy są szczególnie dotknięci historycznie, ale obecne czasy też nas nie rozpieszczają. Historię trzeba pamiętać, ale najważniejsze jest by ją tworzyć. Zniewolenie kapitalistyczne, wszechobecna degeneracja oraz egoizm, niszczący hedonizm to sprawy za które trzeba się wziąć. Wszystkie te zjawiska dotykają, a właściwie niszczą dusze. Nacjonalizm bardziej niż z szyldami organizacyjnymi musi być kojarzony jako rozwiązanie na te i przyszłe czasy. Świat krzyczy: „nie myśl, konsumuj!”, my musimy krzyczeć: „cierp i walcz!”. Radykalny nacjonalizm jako synonim jedności, pomocy, służby, karności, dyscypliny, a nadto wiary katolickiej to jest moje i nie tylko moje szczere marzenie. Poświęcenie dla bliźniego, życie pełne cierpienia i walki to coś co w przyszłości musi nas charakteryzować. Bez wytworzenia rozbudowanej filozofii nie ruszymy z miejsca, trzeba zdać się na jedną drogę, wielość zdań i pomysłów szkodzi. Powoduje, że kręcimy się w kółko.

Z tego punktu widzenia tegoroczny MN jest nie ważny. Jestem przekonany o słuszności opisanej wyżej opcji. Przybyło świadomych aktywistów, a wśród nastolatków moda na nacjonalizm nie minęła. Moglibyśmy więc rozpocząć z wyższego progu i z dużo zasobniejszym bagażem doświadczeń. Marsz Niepodległości został stracony, jest to impreza, która nie przyniesie żadnego przełomu, a jedyne czego należy się spodziewać to układów z systemem, by wyeliminować nas – ludzi, których nie interesują doraźne i powierzchowne zmiany, a prawdziwa przemiana tożsamości narodowej.

Mam sentyment do Marszu Niepodległości i zapamiętam to jako znaczące wydarzenie w moim życiu, ale ten sentyment zszedł na dalszy tor, jest wspomnieniem, znaczącym, ale nie na tyle by o niego walczyć i rozrywać szaty. Marsz Niepodległości skończył się jakieś 4 lata temu, gdy radykałowie i kibole zostali ochrzczeni jako bezmózdzy awanturnicy. Od tamtej pory jest dla mnie jasne, że coś co symbolicznie zostało zakończone przez pewnego aktywistę z Łodzi wykrzykującego takie bzdury na zakończenie manifestacji, musi zostać zakończone też przez radykałów i kiboli. Nie chodzi tutaj o inicjatywę konkurencyjną, ale o ruch/ideę/ducha, który w przyszłości za swoich przywódców będzie miał jednostki wybitne i charakterne, a nie marzące o diecie poselskiej i własnym biurze w centrum stolicy.

Admin

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s