Pierwsza miłość świata

Chęć znalezienie czegoś czym będziemy mogli się zachwycić jest naturalnym ludzkim odruchem. Poszukujemy w szaleńczo zmiennym świecie, rzeczy czy wartości stałych i doskonałych. Kilka obecnie żyjących pokoleń widziało zbyt dużo brzydoty i upodlenia, na tyle nas to przytłoczyło, że tylko nieliczni próbują szukać czy tworzyć kontrę do obecnych trendów. Piękno odnajduję ostatnio w książkach, siła słowa jest niesamowita, a gdy czyta się tak rozbudowane dzieło jak „Maryja. Pierwsza miłość świata.” abp Fultona J. Sheena dusza i umysł mają czystą radość. Ostatnio często przytaczam to co mówił twórca tej książki (oficjalnie Sługa Boży) i przyzwyczajcie się do tego, bo jest to postać wybitna, z wielu względów. Abp Sheen miał niezwykłą umiejętność lekkiej mowy i pióra, przy tym posiadał wizerunek gwiazdy Hollywood. Tłumaczył trudne tematy i zagadnienia łatwo i intrygującą z niebywale szeroką argumentacją omawianej sprawy. Jego sercu szczególnie bliska była Maryja, słusznie uważał ją za klucz do przyjęcia wiary katolickiej, a wspomniany tytuł, autor uznawał za swoje ulubione dzieło.

Miałem spore obawy przed zakupem książki abp Fultona J. Sheena, ponieważ istniało duże ryzyko, że będzie to mocno emocjonalna opowieść dla już przekonanych, dzięki Bogu, jest zupełnie odwrotnie. W Polsce kult maryjny jest powszechny, ale dla takich ludzi jak ja, zbyt prosty, a przez to trudny do przyjęcia. W tym miejscu podzielę się też następującą refleksją, mam wrażenie graniczące z pewnością, iż w gruncie rzeczy, ludzie podobni do mnie (podziemne pismaki grzebiący w polityce, filozofii, wierze), pokonują okrężną drogę by mieć tak niezachwianą wiarę jak babcie w chustkach na głowach codziennie śmigające w październiku na różaniec w swoich grubych płaszczach. Pewnie tak musi być, niektórzy bez przejścia dłuższej i mozolnej drogi nigdy nie doceniliby poznanych prawd.

Siłą wszystkich tekstów apb Sheena są środki przez niego używane. Porównania, metafory, analogie oraz właściwie wszelkie dostępne narzędzia retoryczne da się odnaleźć w książce „Maryja…”. Amerykański arcybiskup rozumiał, że nauka katolicka jest niezmienna, ale musi być nieustannie przekładana na współczesne czasy, a da się to tylko zrobić za pomocą języka i toku rozumowania współczesnych. „Ani razu nasz Pan nie polecił swoim świadkom, żeby pisali. Sam napisał coś tylko jeden raz w życiu i uczynił to na piasku. Natomiast polecił im głosić w Jego imię i być Jego świadkami aż po krańce ziemi, aż do wypełnienia czasu. Stąd ci, którzy separują ten lub inny tekst biblijny, żeby czegoś dowieść, oddzielają go od atmosfery historycznej, w której powstał, i od wypowiadanych słów przekazujących prawdę Chrystusa. Jeśli w pokoju są trzy osoby, to jest tam także sześć nóg i sześć ramion – ale nigdy nie wywołują one problemu, gdyż są związane z ciałem. Jeśli jednak znajdziemy jedno ramię za drzwiami, to powstanie ogromny problem, gdyż jest ono oddzielone od organicznej całości. Tak samo jest z pewnymi prawdami chrześcijańskimi […]” – tak wyjaśnia się głębokie prawdy teologiczne, za pomocą wydawałoby się zbyt prostych nawiązań.

Katolicyzm ma swoich wrogów, walczy z herezjami, bo ma moc i łaskę Chrystusa. Nie ma miejsca na dyskusję i kompromisy, kiedy w grę wchodzą prawdy objawione nam przez samego Odkupiciela. Istotne w walce z wrogami Kościoła jest przygotowanie i umiejętność konfrontacji. To tak w skrócie, co wyłuskuje się mimochodem z omawianej pozycji.

W Kościele istnieje rzesza ludzi wyznająca radosny, lepszym określeniem zdaje się być „zabawowy” katolicyzm, takie tańczenie i śpiewanie jakby bez świadomości, że cierpienie jest nierozłącznym elementem naszej religii. Wiele razy na tej stronie pośrednio lub bezpośrednio to krytykowałem, funkcjonujemy w świecie wymagającym od Nas pełni wiary, ale taka naiwna radość i w gruncie rzeczy olewanie problemów jest ogromną słabością wielu katolików. Ten temat napotyka na odpowiedź twórcy „Life is Worth Living” (audycja bijąca rekordy popularność w amerykańskiej telewizji, nagroda Emmy) – „Jeśli Ojciec dał swemu Synowi krzyż, a Matce miecz, to znaczy, że smutek jakoś pasuje do Bożego planu życia. Jeśli zarówno Boska Niewinność, jak i Jego Matka, będąca bezgrzesznym stworzeniem, przeżywali męki, oznacz to, że życie nie jest iluzją i kpiną, lesz jasne staje się, iż miłość i smutek często w tym życiu idą w parze i zapomnimy o smutku dopiero w przyszłym życiu.”.

Gorzka lekcja płynie dla przeróżnych grup społecznych czy politycznych. Jeden z fragmentów powinien szczególnie zainteresować nacjonalistów i przyczyn naszych klęsk. „Wola, która odrywa się od Boga, zawsze staje się wolą pewną siebie, która będzie wszystko bezlitośnie deptała. Wola, która wzięła rozwód z Bogiem, troszczy się tylko o siłę. Nietzscheńska wola mocy jest synonimiczna z ateizmem – nie umysłowym ateizmem studenta drugiego roku, który ma powierzchowną orientację w nauce i religioznawstwie porównawczym, ale ateizmem woli, która uważa siebie za Boga. Przez wszystkie wieki i aż do końca czasu będą tacy, którzy zakrzykną przed Piłatami tego świata: „Nie chcemy by ten Człowiek nad nami panował!”. Maryja była doskonała w pokorze, uniżeniu i wypełnianiu woli Bożej, my jesteśmy doskonali w poprawianiu sobie swojego nastroju.

„Nasz Pan spędził trzy godziny na odkupywaniu, trzy lata na nauczaniu i trzydzieści lat na byciu posłusznym, żeby buntowniczy, pyszny i diabolicznie niezależny świat mógł nauczyć się wartości posłuszeństwa. Życie domowe jest wyznaczonym przez Boga terenem treningu ludzkiego charakteru, bo z życia domowego dziecka wypływa dojrzałość wieku dorosłego, niezależnie, czy wychodzi mu to na dobre, czy na złe.” – miałem niespotykany do tej pory problem próbując omówić zarys książki. To problem ogromnego bogactwa, praktycznie co kilka kartek zaznaczałem fragmenty, które chciałem Wam przedstawić. Rzecz jasna wrzuciłem tylko kilka cytatów oddających kondycję intelektualną i duchową abp Sheena.IMG_20181030_160817„Maryja. Pierwsza miłość świata.” jest aktualnie moim numerem 1 na liście książek. Powiem więcej, według mnie tego typu teksty są współczesnym fundamentem naszej wiary. Abp Fulton J. Sheen stworzył coś nie z tej ziemi – połączył Biblię i Tradycję z nowym, ale na wskroś katolickim duchem. To arcydzieło, poświęcone i wykonane dzięki naszej Matce!

Admin

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s